Grają na czas, lecz nie mają czasu, rzucają aluzjami, puszczają tym do mnie oko. Myślą nad jakimś planem, boją się i jednocześnie kochają mnie. Nie mogę powiedzieć, że ich nie lubię, bo przecież kocham wszystkich. Ale to życie, tu nie ma litości i każdy błąd można nim przypłacić. Może w innym świecie bylibyśmy przyjaciółmi, ale jesteśmy tutaj, a tutaj toczy się walka na śmierć i życie. Istnieją hieny, które, gdy tylko się odwrócisz do nich plecami, zaatakują tchórzliwe. Idę dalej tam, gdzie umysł wskazał cel. Nie chcę znaleźć się tam, gdzie idę. Mógłbym spać snem spokojnym. Ale muszę iść i walczyć. Jestem żołnierzem, nie mogę mieć wątpliwości. Uczucia nie mogą przesłonić mi prawdy. Miłość jest ślepa, mnie nie może przysłaniać prawdy. Ciągle się panoszy i wraca z jeszcze większą siłą. To miłość jest ślepa. Jest wszędzie. Tylko moi wrogowie jej nie zobaczą.
Z tego jest tylko jedno wyjście. Wiedząc, że jest wyjście, czuję się spokojny. Nie jestem tchórzem, więc to tylko wyjście, które pomaga utrzymać równowagę. To wyjście naprawdę zostawiam wrogom. Póki istnieją moi wrogowie, mają tylko jedno wyjście.
OOBE czyli Out Of Body Experiences (podróże poza ciało). LD czyli Lucid Dream (świadomy sen). Wiele razy próbowałem to coś osiągnąć pod wpływem różnych ludzi, którzy opowiadali o tych doświadczeniach z entuzjazmem. Nie mogłem im nie wierzyć. Jeśli gdzieś przebywają w jakimś odmiennym stanie świadomości niezależnie od tego czy on istnieje w ich głowie, czy gdzieś fizycznie poza ciałem, wiedziałem, że mówią prawdę. Jednak nie udało mi się nigdy tego osiągnąć świadomie. Również teraz nie jestem w stanie tego osiągnąć, ale wiem, że to istnieje, bo raz mi się udało, pomijając sytuację, którą opisywałem TUTAJ.
Ostatnimi czasy, bywałem w snach w których wiedziałem, że komunikuję się ze zmarłymi duszami. Bywałem w wymiarze w którym dusze, chyba śnią, ale trudno powiedzieć, być może zdają sobie sprawę ze swojego stanu. Mieszkają w jakimś hotelu. W jednym z tych snów uświadomiłem sobie, że rozmawiam ze zmarłym i powiedziałem do umarłego, że on nie żyje i wtedy odwrócił się spokojnie milcząc w stronę okna w tym hotelu. Po tym jak sobie uświadomiłem, że otaczają mnie duchy zmarłych, wpadłem na dwie małe dziewczynki, które zobaczywszy, że wiem, że są duchami, próbowały mnie straszyć. Ale przedarłem się przez ich straszliwą furię z trochę najeżonymi włosami, ale z determinacją godną szaleńca. Sam płynąłem po schodach … Sam byłem jak duch.
Coraz bardziej w snach zacząłem się przyzwyczajać do duchów i zacząłem ich odwiedzać w czymś co można nazwać hotelem.
Coraz częściej również zacząłem w snach odwiedzać miejsca z których nie wiedziałem jak wyjść i coraz częściej w miejscach, gdzie każdą napotkaną istotę miałem za głupca. Ta świadomość, że otaczają mnie głupcy przyczyniła się właśnie do przebudzenia w jednym ze snów, który przyczynił się do napisania tego wpisu. Zanim jednak do niego przejdę wrócę do tych snów w których wiedziałem, że odwiedzam zmarłych i raz zdarzyła się sytuacja, że nie mogłem wyjść z ich hotelu, wtedy mi wskazali drzwi. Oni chyba nie za bardzo mogli wychodzić poza hotel, bo wtedy wyglądali strasznie. Pamiętam, że na pożegnanie z jedną z dusz, żegnałem się pocałunkami jak przy wizycie imieninowej. I wiedziałem, że żegnam się ze strasznym demonem, gdy tylko wyszedł za próg hotelu, objawił się w całej najstraszniejszej krasie. Jednak akurat po tym śnie, miałem przeświadczenie, że fajnych mam przyjaciół… gorszych od żywych mścicieli.
Jednak były to nadal sny.
Tym razem nie był to taki zwykły sen. W tym śnie, jak to zwykle pojawiłem się w miejscu z którego nie bardzo wiedziałem jak wyjść. Zacząłem się irytować i spotykać coraz to różnych “śniących znajomych” (obecnie żyjących). Tym razem, mogę być pewny, że jeśli założyć LD, czy OOBE, to oni śnili. Jedną z nich była nauczycielka angielskiego, która była z jakimś mężczyzną w sali w której oglądała jakiś spektakl. Wyłowiłem ją z tłumu i wyciągnąłem na bok. Mówię jej, że nie wiem jak stąd wyjść. Ona zdziwiona, nie bardzo wiedziała o co mi chodzi. Po chwili już zainteresowała się seksem z jakimś przypadkowym mężczyzną, który okazał się być bardzo pod tym względem natrętny. Zauważyłem jednego z moich dawnych kolegów z podstawówki, a za nim stała z tej samej klasy moja koleżanka i zacząłem im mówić, że nie wiem jak wyjść. Byli trochę zdziwieni i wreszcie nie wytrzymałem i chwyciłem kolegę za koszulę i zacząłem się wściekać i mówić: -Rozumiesz?! Nie wiem jak stąd wyjść! Kolega coraz bardziej stał sparaliżowany. -Rozumiesz, że to wygląda jakbyśmy byli w jakimś ŚNIE!!! Kolega zaczął się pocić jakby zobaczył we mnie coś strasznego i jakby się strasznie przeraził. Stał sparaliżowany i puściłem go, żeby już kompletnie nie zwariował ze strachu. Wtedy dodałem jeszcze, czując, że on zaczyna to łapać. -No… (Jakby we śnie). I w tym momencie zacząłem się rozglądać. Jestem we śnie. Chciałem się przyglądać wszystkiemu i myśleć o kontroli tego snu.
Chciałem go kontrolować, ale najpierw chciałem się zorientować co w nim naprawdę widzę. W tym momencie usłyszałem przeraźliwy świst, jakby pisk i wiedziałem, że wróciłem do nazwijmy to “mózgu”. Jeszcze w oczach miałem jakąś czaszkę, która pojawiła się w momencie, gdy mnie wessało do mojej normalnej świadomości. Pomyślałem, że może jakiś strażnik mnie wywalił i chciał, żebym się przestraszył, bo czytałem o strażnikach, którzy pilnują by ktoś się nie obudził.
Ten powrót można powiedzieć, że był trochę nieprzyjemny, a podobny to tych, o których przeczytałem później i nie miałem o tym pojęcia, że tak mniej więcej się dzieje, że słychać pisk.
Coś w tym było. Wiem, że próbowałem zapanować nad snem, tylko zrobiłem coś zbyt skomplikowanego. Za bardzo chciałem zobaczyć oczami i jednocześnie kontrolować każdy szczegół, wtedy te szczegóły zniknęły i mnie wessało na poziom świadomości w rzeczywistości.
Trudno powiedzieć co to za materia i czasoprzestrzeń. Nie zdołałem ani przez chwilę zorientować się, gdzie jestem, gdyż obraz momentalnie zniknął, jakby był tylko wizualizacją, dość prostą i pozbawioną fizyczności.
Miałem zamiar zapytać się kolegi o to, czy śnił coś podobnego, ale nie za bardzo miałem ochotę zawracać mu tym głowę, bo gdyby to był tylko zwykły sen z rodzaju proroczych, które miewam … nie chciałem, żeby kolega się przestraszył mnie w rzeczywistości, albo uznał za świra. Co jest bliskie prawdy, bo świrem bywam, ale przynajmniej z tego zdaję sobie sprawę w przeciwieństwie do świadomego snu. Może przy jakiejś okazji go o to zapytam i się tak nie spoci jak we śnie ze strachu.
Podejrzenia, że byłem równocześnie w snach innych ludzi, można nabrać z wielu względów. Oznaką takiego prawa do wnioskowania, że to mogła być ogólna świadomość tych, którzy w tej chwili byli na tym poziomie snu jest zachowanie tych osób. Zachowanie, które właśnie przejawia się szybką zmianą wątku. Choćby stan nauczycielki, która wyraźnie we śnie szukała seksu. Nie przypadkiem na nią trafiłem. I nie przypadkiem ją wyciągnąłem na bok i wiedziałem co ona ma na myśli i nawet mnie tą myślą ekscytowała, tym erotycznym pragnieniem. Jednak miałem ważniejsze sprawy i gdy zacząłem do niej mówić kompletnie nie rozumiała o co mi chodzi. Wydawało się, że pragnienie to nie to samo we śnie co komunikacja werbalna. To jakiś wyższy poziom wtajemniczenia i posługiwania się wieloma myślami jednocześnie. Ona miała ochotę na seks i nic więcej. Ja kontrolowałem kilka emocji i najważniejsze było wyjście z tego miejsca i mogło być równocześnie w jej towarzystwie, ale ona była nieprzytomna. Nie nadawała się do głębszego (świadomego) przeżywania tego zdarzenia, nawet jeśli miałby to być czysty seks. Szybko, gdy zmieniłem obiekt zainteresowania ona równie szybko weszła w inną nieświadomą korelację. Zaczęła uprawiać seks, z jakimś nieznajomym, a wszędzie było pełno ludzi, którzy błądzili jak na jakimś bankiecie, a mimo to ona postępowała jakby ich tam nie było. Nawet oni nie zwracali na nią uwagi.
Takie szczegóły każą mi sądzić, że jeśli była to jakaś wizualizacja to mogła to być wizualizacja w której mogły brać udział inne umysły. Umysły, które spotkałem są dość wyrafinowane i nieprzeciętne w porównaniu z masą innych ludzi, którzy rzadko rozumieją o czym mówię. Choćby kolega to bardzo ścisły umysł. Wydaje się, że zaczął przyjmować to co mówię. Tu może być kolejny dowód na OOBE, gdzie przyciągane są umysły o podobnej częstotliwości, czy poziomie wibracji intelektualnej.
Póki co nie jestem w stanie nic więcej na ten temat wnioskować.
Jeszcze jedynie mogę skupić się na samym tzw. lądowaniu. To wessanie w rzeczywistość jak już mówiłem, było nieprzyjemne i wydające dźwięk w postaci świstu. Wessanie można porównać z upadkiem, choć miękkim to jednak niepokojąco niekontrolowanym. Można odnosić wrażenie, że jeśli polega to na wejściu w jakieś komórki nerwowe to takie gwałtowne wchodzenie może coś uszkodzić. Zwłaszcza, że świat to elektryczność i nawet duch musi posiadać jakąś częstotliwość.
Wyjście ze snu tak gwałtowne po prostu nie wyglądało na bezpieczne, przynajmniej w odczuciach. Wiedziałem, że się obudziłem, próbując wyłowić ostatnie obrazy ze snu i czułem, jakby właśnie nastąpił gwałtowny wzrost ciśnienia atmosferycznego powodujący spore napięcie w głowie.
Duga-3 to rosyjski projekt, który prawdopodobnie służył, a dziś w ulepszonej formie może służyć do kontroli świadomości. Co najciekawsze takim urządzeniem mogą dysponować nie tylko Rosjanie. Interesujący temat w obliczu faktu, że nie wierzę w wolną wolą człowieka, a nawet uważam, że jest zdeterminowany i tylko jemu samemu wydaje się, że jest wszystko wiedzący i wszystko rozumiejący, a im bardziej słaby intelektualnie tym większe jego przekonanie o własnej nieomylności.
Ja w każdym razie czuje się zdeterminowany i ograniczony. Jednak nie czuję jakiegoś konkretnego wpływu jakichś fal radiowych i zniewolenia, gdyż takie podświadome informacje analizuję i jeśli nie odpowiadają pewnej charakterystyce odrzucam. Na takie częstotliwości czy hipnozy mogą być podatni ludzie o słabo wykształconej umiejętności logicznego myślenia. Nawet powiedziałbym, że jest taka grupa społeczna, która właśnie na taką manipulację może być szczególnie podatna, a ich idea wiąże się z brakiem jakiejkolwiek logiki. Jest to idea socjalistyczna. Trzeba być totalnym głupcem, żeby tworzyć teorię socjalistyczną i uznawać, że jest nie do obalenia, lub podatnym na szczególną manipulację.
Takim urządzeniem martwiłbym się tylko z jednego powodu, że promieniowanie elektromagnetyczne jest bardzo szkodliwe, a mikrofalowe wręcz piecze tkankę. Bóle głowy, zaniki pamięci, rak mózgu. to jest powód do niepokoju.
Jednak taka kontrola falami elektromagnetycznymi musi być dość prymitywna. Jeśli mówiłem poprzednio we wpisie o Matrix-ie to miałem na myśli coś bardziej niewyjaśnionego.
Przypadek spadania ze skały, kiedy słyszę jakiś głos… nie mój, wyraźnie, wypowiadający jednoznaczną treść, to dopiero są jazdy.
To się zdarzyło. Czegoś takiego nie można kontrolować jakimś nadajnikiem, choćby z tego powodu, że nie da się trafić w czasoprzestrzeń. Poza tym co z czasem, który się spowolnił. Płynął zdecydowanie wolniej, wystarczająco długo, by podziwiać lot i myśleć oraz w pewnym sensie dyskutować z głosem. Przy takim zjawisku, nadajnik Duga- 3 się chowa.
Słowo „przekonanie” w logice i filozofii oznacza: X jest przekonany, że p dokładnie wtedy, gdy X uznaje treść zdania stwierdzającego to, że p za prawdziwą lub co najmniej wysoce prawdopodobną.
W innym słowniku znajdziemy, że zostać przekonanym oznacza zmienić zdanie.
Chlebowski stwierdził przed Sejmową Komisją ds. hazardu, że dał się przekonać ministrowi, ale nie zmienił zdania.
(…)!
Taką wagę do słów przywiązują posłowie Platformy Obywatelskiej. Co znaczą wobec tego słowa posłów Platformy Obywatelskiej?
Nic! Zupełnie nic nie znaczą słowa posłów Platformy Obywatelskiej. Gdyby poseł Platformy Obywatelskiej mówił mi, że jestem osłem to w ogóle by mnie tym nie obraził, ponieważ jego słowo jest nic niewarte.
Posłowie Platformy Obywatelskiej to głupcy zgodnie z definicją głupca, którą stworzył profesor semiologii Umberto Eco.
Trzeba być głupcem, żeby być w Platformie Obywatelskiej.
Jak to mówią, lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć.
Skoro Chlebowski mówi jak głupiec to czy na pewno pojawił się przed Komisją w charakterze świadka? Czy może w charakterze podejrzanego, bo wtedy zmienia to postać rzeczy i nie jest głupcem, lecz może wtedy opowiadać głupoty.
Ciekawostka na temat posła Platformy Obywatelskiej, który jest w Komisji o którym mówiłem, że zachowuje się jak “SBecki” oficer.
W skrócie:
Wtedy tego nie oglądałem, ale słyszałem o zdarzeniu, ale teraz wiedząc, który to poseł powiedział, nie mam już żadnych wątpliwości co do intencji tego posła i Platformy Obywatelskiej. Trzeba być ślepym i głupim jak wyborcy PO, żeby wierzyć posłom Platformy Obywatelskiej choć w jedno słowo.
A oto zdarzenie z udziałem posła PO zasiadającego w Sejmowej Komisji ds. hazardu i posła PiS, który też zasiada w Komisji, ale w pewnym momencie został wymanewrowany przez większość jaką posiada PO i stanął przed Komisją w charakterze świadka.
Poseł Wassermann: „„Natomiast, jeszcze raz powtarzam, że stwarzanie takiej oto wizji, że ja byłem na cmentarzu, że ja się kontaktowałem z podejrzanymi osobami, że ja podejmowałem jakieś zarzucalne interesy, panie pośle Urbaniak, nie uda się”.
Poseł PO Urbaniak: “Co się nie uda? Co się nie uda…”.
Czy ktoś tutaj ma jeszcze jakieś wątpliwości, kim są ludzie w Platformie Obywatelskiej? Wszyscy! Ja nie mam.
Ale nie to jest najgorsze.
Czy ktoś tutaj ma jeszcze jakieś wątpliwości co posłowie Platformy Obywatelskiej z Donaldem Tuskiem na czele próbują wmówić narodowi?
Czy ktoś ma wątpliwości co uprawia TVN szkalując Mariusza Kamińskiego?
Czy każdy z was pomyślał co to za kraj w którym z uczciwego człowieka (szefa CBA) w mediach robi się przestępcę?
Czy ktoś czytał książkę Franza Kafki pt “Proces”?
Niestety Donaldowi T. nie uda się zrobić z Mariusza Kamińskiego Józefa K.
Donald T. może i czytał “Proces”, ale zapomniał, że rzeczywistość bywa nieprzewidywalna.
Na samym początku należałoby odpowiedzieć sobie na pytania: Kim jestem? Czy jestem człowiekiem? A może w pewnym momencie przestałem być człowiekiem? Zacząłem funkcjonować na jakiejś granicy… Niezaprzeczalnie wszystkie niewyjaśnione zjawiska jakich doświadczyłem w życiu są faktem. Mam podstawę sądzić, że to co widzę tak naprawdę nie jest takie jak mi się wydaje. Powiem więcej. Mam podstawę sądzić, że istnieję w swego rodzaju Matrix-ie. Jednak z punktu widzenia współczesnej fizyki kwantowej można by upierać się, że to jest wytłumaczalne, że nasze myśli mają wpływ na rzeczywistość i tak dalej. Jednak nadal trudno jest wyjaśnić to co nie jest naszą myślą, a się zdarza w formie jakiegoś zdarzenia, które zupełnie wyrywa się z ram praw fizyki i jestem tego świadom, ale w żadnym wypadku tego nie wymyśliłem. Nawet więcej… nie przyszłoby mi do głowy, że może coś takiego nastąpić. Jestem zupełnie ograniczony, zdeterminowany, ale czasami zdarzają się zjawiska, które wykraczają poza ten determinizm. Sam jednak nie potrafię ich wywołać na zawołanie… zdarzają się, gdy grozi mi niebezpieczeństwo, czy jakaś sytuacja, której należy uniknąć. Wtedy interweniuje coś. W takim razie, jeśli istnieje coś co ma taką moc? To co ja tu robię? Po co tu jestem? Skoro to coś ma taką moc, niech załatwia swoje sprawy sam. Dlaczego to ja mam narażać siebie jako jakieś narzędzie wyższej świadomości?
To prawda czuję, że jestem nieobliczalny i przygotowany do mission impossible, ale po co, skoro ktoś sam może to załatwić? W sumie to sam nie wiem jaki ja mam w tym interes? Jaki mam interes w tym, by istnieć? I się męczyć z idiotami?
Do takich wniosków sam mogę dojść. Jednak tylko do wniosków, bo dalsze kroki już wymagają przełamania jakichś zabezpieczeń w postaci algorytmów, inaczej mówiąc dyrektyw. Choćby próba skończenia z tym wszystkim. Wydaje się, że to już nie jest takie proste. Ta kategoria pomysłów jest w jakiś sposób zablokowana. Pojawiają się dyrektywy wyższe, jakby pierwszorzędne. Zatem jestem zaprogramowany. Można zapytać kto mnie tak zaprogramował? Skoro jestem zaprogramowany to czy również jestem zaprogramowany by widzieć pewne zjawiska, a zjawiska nieistotne nie zauważać. Idąc dalej. Czy, aby to co widzę nie jest tylko iluzją?
Jestem jakąś maszyną. Na jakiś sygnał ruszam do walki. Mam zapewnione wszystko co ma mieć zapewnione wojownik, nic ponad to. Tylko skromny żołd. Jestem samotną maszyną. Stworzoną jak Golem. Choć zdaję sobie z tego sprawę, nie mogę zrobić nic więcej.
W prawie jest wyraźnie napisane, że taki pytań nie wolno zadawać. PO w Komisji Śledczej łamie prawo. Sekuła stojący na czele Komisji nie reaguje na łamanie prawa. To nie żadne przesłuchanie to lincz PO na świadku. Lincz na osobie wezwanej przed Komisję w charakterze świadka! Kolejna kompromitacja Platformy Obywatelskiej. Posłom Platformy Obywatelskiej należy jak najszybciej postawić zarzuty i zdelegalizować tę przestępczą organizację. Posłom, którzy jeszcze oficjalnie nie popełnili przestępstwa postawić zarzut pomocnictwa i współudział. Co za skandaliczne zachowanie Platformy Obywatelskiej. Takiej bezczelności nie spodziewałbym się po największym wieśniaku, który nie ma pojęcia o pewnych zasadach zachowania. Ale to jest właśnie obraz Platformy Obywatelskiej – żadnych zasad, byle tylko opinia publiczna odniosła wrażenie, że to świadek jest przestępcą. To nie jest perfidia to jest WSIoctwo Platformy Obywatelskiej. SBecka metoda przesłuchania. Żenujące!
“Prawne unormowania dotyczące świadków i sposobu ich przesłuchiwania zawarte są głównie w kpk, w dziale V (Dowody), rozdziale 19 i 21 (art. 171 – 174; 177 – 192). Do najważniejszych regulacji dotyczących taktyki i sposobu przesłuchań, poza prawem świadka do odmowy zeznań i odmowy odpowiedzi na określone pytania, należy zaliczyć zakaz zadawania pytań sugerujących odpowiedź (art. 171 §3 kpk), jak również zakaz stosowania groźby bezprawnej i przemocy wobec świadka…”
Czuma ma wygonić polityków z cmentarza… tym ma się zajmować powołany przez Platformę Obywatelską Zespół Zaufania. Przypomina to najsroższe czasy komunizmu i oczywiście klasykę literatury antytotalitarnej. Zespół Zaufania według prawidłowości i elementarnego schematu powinien zatem być Zespołem Zdrady. Czuma, który dziennikarce Polsatu na poważne pytanie odpowiada „pomidor”, ma być przewodniczącym Zespołu Zaufania?
Jak już gdzieś kiedyś pisałem, to POmidorowe przedszkole mnie coraz bardziej wkurza. Do tego stopnia, że przypomina to Fraglesy i misia Fazi, który opowiadając idiotyczne dowcipy zawsze od publiczności dostawał pomidorami. I tym razem proponuję w misia Fazi rzucić pomidorem, bo Zespół Zaufania to najgłupszy dowcip Platformy Obywatelskiej.
Dziennikarz TVN złamał prawo publikując informacje z postępowania przygotowawczego. Dzisiaj dowiadujemy się od prokuratora Donalda Tuska, że zarzuty zostały źle postawione. Wystraszony prokurator tłumaczy się dziennikarzowi TVN… Wystraszony nie dlatego, że jest na widelcu dziennikarza. Wystraszony, bo wie, że postępuje przeciwko wszelkim standardom. Postępuje zgodnie ze standardami Mistrza Bajeru Donalda Tuska. Chyba prokurator nie myśli, że to tak przejdzie łatwo?
W to może uwierzyć tylko głupiec. To już nie jest państwo to sitwa, mafia, sekta. Prezenter w TVN się ironicznie uśmiecha podając tę informacje. Jakby chciał powiedzieć… i co nam można zrobić? Trudno powiedzieć jak z tym walczyć. Ale za te kłamstwa i bandyckie łamanie prawa Platforma Obywatelska będzie musiała kiedyś zapłacić. Wcześniej czy później. “Co ma wisieć nie utonie!”
“Awans za głowę szefa CBA Mariusza Kamińskiego?” Tak ustaliła gazeta “Rzeczpospolita” o czym piszą dzisiaj wszystkie media. Gazeta Rzeczpospolita nie musiała tego ustalać, gdyż to było wiadome. TVN wraz Platformą Obywatelską znieważały przedstawiając w złym świetle Mariusza Kamińskiego. Donald Tusk złamał prawo odwołują Mariusza Kamińskiego ze stanowiska. Donald Tusk złamał prawo naciskając na prokuraturę, która postawiła zarzuty Mariuszowi Kamińskiemu o których wcześniej sama prokuratura mówiła, że są bezzasadne, a jedynie nie umarza sprawy, gdyż jest nacisk z góry. To Platforma Obywatelska zarzucała PiSowi – naciski na prokuratorów, lecz Sejmowa Komisja ds. nacisków powołana przez Platformę Obywatelską, wykryła naciski Platformy Obywatelskiej na prokuratorów. Jak kiedyś jakaś internautka napisała: Zarzuty jakie kieruje Platforma Obywatelska pod adresem opozycji są projekcją jej przestępstw. Wszystko to jest opisane, ale oczywiście media ustawione pod Platformę Obywatelską nie raczyły zauważać tak oczywistej sprawy. TVN powinna zostać zdelegalizowana za nierzetelne, szkodliwe społecznie przedstawianie faktów. Przez takie zakłamane media jak TVN można dostać wścieklizny medialnej. Być może ja już choruję na te wściekliznę. Ale za tę chorobę TVN musi ponieść konsekwencje choćby obecnie za ujawnienie treści z postępowania przygotowawczego. Nie ciągać po sądach jakiegoś tam dziennikarza, który po prostu jest kozłem ofiarnym i pisał to na zlecenie firmy TVN, lecz firmę TVN, czyli dyrekcję.
Maude Barlow twierdzi, że nie da się sprywatyzować wody. Ktoś kto twierdzi, że nie da się sprywatyzować wody w dodatku nawet jeśli rozumiane jest to jako, że woda nie może mieć właściciela, jest kompletnym imbecylem w dodatku komunistą.
To właśnie każdy kto jest podpięty do firmy nazwijmy ją “Wodociągi” jest właścicielem wody i tej firmy. W związku z tym należy mu się 100 litrów wody dziennie za darmo. Jeśli przekracza ten limit niech dopłaca do tego.W ten sposób ci, którzy trwonią wodę na luksus, a zatem mają nadmiar dóbr materialnych, będą utrzymywać powiedzmy 100 pracowników wodociągów. Właściciele maja prawo do wyrzucenia na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy prezesa, który nic nie robi, a bierze za dużo pieniędzy i chciałby za bardzo zaniżać limity, a podwyższać sobie pensję. Gdyby okazało się, że pieniądze z przekroczenia limitu (100 litrów) przez jakichś właścicieli nie wystarczają na utrzymanie firmy, zbiera się zarząd lub WZA i wprowadza ewentualnie pewne zmiany, zapewne kosmetyczne. Podobnie jest ze źródłami naturalnymi do których się przyjeżdża i czerpie wodę. Każdy kto czerpie wodę ze źródła jest jej właścicielem, jedyną różnicą jest to, że musi sobie przyjechać do źródła i czerpać. O tyle jest to lepsze, że nie trzeba opłacać jakiegoś zarządcy, któremu powierzyło się to dobro. To tak, krótko. Myślę, że nie warto się na ten temat rozpisywać, bo to dla libertarian jest rzecz oczywista, jedynie komunistom i socjalistom trudno coś takiego wytłumaczyć, ewentualnie złodziejom, którzy zarabiają na naiwnych, wtedy będą stać po stronie idioty Maude Barlowa.
P.S.
Jak się to może mieć do studni wykopanej przez kogoś na ogródku. Fakt, że studnia tak nie daje dobrej wody, a także nie daje jej dużo, a także fakt, że właściciel gruntu, zainwestował w wykopanie studni oraz fakt, że wcześniej nie było to źródło naturalne, wtedy pozostaje jej pełnoprawnym właścicielem. Oczywiście może wtedy sprzedać taką wodę, ale taka studnia nie pozwala zwykle nawet na luksus samemu właścicielowi gruntu. Gdyby z takiej studni wybiło źródło i powstała rzeka, wtedy właściciel jest zobowiązany do odsprzedania tej części gruntu wszystkim po cenie rynkowej z możliwością pewnej rekompensaty za straty spowodowane tym faktem. Wtedy po powstaniu zakładu w tym miejscu poboru wody, każdy kto się podpiął rurociągiem staje się automatycznie właścicielem tego zakładu i ma prawo do głosowania i wybierania zarządu oraz decydowania o sposobie zarządzania firmą od której zależy jego życie.
Proste jak drut, ale socjaliści i komuniści nie zrozumieją tej formy sprawiedliwości poprzez własność. Pojęcie własności to dla socjalistów jak święcona woda dla diabła.
Następna strona »