Krzysztof Jackowski, jasnowidz przewidział kolejny krach na giełdzie. Przewiduje również apogeum tego krachu na listopad 2008, które objawi się w postaci wojny “za którą wszyscy będą płacić”.
Po jakichś ciężkich walkach dotarłem do nieznanego mi pałacu. Otwarłem drzwi. Sen był kolorowy czego raczej w innych snach nie doświadczyłem tak intensywnie, bym ich kolory zapamiętał. Na tronie siedziała kobieta. Piękna. O czarnych włosach. Wiedziałem kim jest. Była wiedźmą. Straszną i niebezpieczną. W pałacu był ktoś, ale neutralny. Też kobieta, też wiedźma tylko dużo starsza. Siedząca na tronie była na mnie zła. Zaczęliśmy ze sobą walczyć. Miałem jakąś broń w postaci jakiejś fali elektromagnetycznej. Zniszczyłem jej drzwi w pałacu, a właściwie zrobiłem w nich sporą dziurę, co mi się strasznie podobało. Wiedźma była tak wściekła w swojej złości, że musiałem się wycofać za te drzwi i przez tą niewielką wyrwę wysyłałem osłabiające ją moc promienie energii generowane chyba z własnej woli, które miały kształt elipsy o wielkości ludzkiej pięści. Nie pamiętam tak wyraźnego snu w swoim życiu i tak długiego. Tak także bolesnego, bo jej siła była jak szpile, które wkłuwały się w ciało. W pewnym momencie zobaczyłem, że wystarczająco osłabła i z kopa wywaliłem resztki drzwi. W sumie mogłem wejść otwierając je, ale miałem demoniczną chęć zniszczenia tych drzwi dla większego efektu. Wszedłem z taka mocą, że jej przerażenie na chwilę zdusiło w niej chęć walki, ale po chwili znowu się otrząsnęła. Wysłała jakąś dziwną energię, która wyglądała jak 30 centymetrowy motyl. Przeźroczysty, jakby ze sztywnej folii latawiec w kształcie motyla.
Chwyciłem to w ręce bez cienia bólu na twarzy, ale motyl był ostry jak elektryczność i noże. Ciął mi palce i dłonie. Patrząc się w oczy pięknej o czarnych włosach wiedźmy. Zgniotłem motyla, a potem roztargałem go na kilka części czując przeszywający ból od jakiejś ostrej jak brzytwy energii. Wiedźma była zdziwiona tym aktem. Wtedy druga wiedźma widząc, że mam przewagę nad tą stanęła po mojej stronie i zaczęła tamtą egzorcyzmować. Podszedłem do czarnowłosej i właściwie nie wiedząc jak ją już ostatecznie pokonać, chwyciłem mocno i ustami przywarłem do jej ust. Zmiękła jakby była najdelikatniejszą istotą we wszechświecie. Wydawało mi się, że dostałem część jej siły, ale sen się skończył, bo właściwie zacząłem wymyślać co dalej.